sobota, 23 listopada 2013

Latka lecą... Niedługo zaczynam czwarty rok w Paryżu i ciągle nie mam dość tego miasta!

Paryż w grudniu jest... tani. OK, może inaczej: jest tańszy, niż w sezonie. Choćby same loty - wizzair z Gdańska już od 79pln (i powrót też coś około, czyli 180-190pln, tylko mały bagaż podręczny). Zimno się robi co prawda, ale co tam :)

Hotele i hostele - no cóż, tu bez booking. com się nie obejdzie ale też widać różnice w cenach.

Bilety na transport: jeśli zostajecie w obrębie Paryża - polecam karnet 10 biletowy za 13,30 eur. Spokojnie wystarcza dla 1 osoby na 3-5 dni, zależy tylko ile się chodzi i ogląda, a ile podziwia podziemne tunele metra. Zwykle dojazd-powrót a reszta to łażanie cały dzień po mieście i jego atrakcjach.

Bilety do muzeów tylko nie tanieją poza sezonem :(

Aha, zimno już. 4-10 stopni w dzień i trochę deszczu czasem. W dobrych butach i kurtce przyjemność ze zwiedzania może być większa, niż przy letnich upałach.

Pytania - w komentarzach odpowiem.

środa, 23 stycznia 2013

Dziś stało się...

W skrócie - mam:

  • coś koło 30 lat
  • kredyt we frankach i długi u rodziny na łączną kwotę około 180tys pln (średni koszt 2% rocznie)
  • klitkę o aktualnej wartości 170tys pln (zaniżona, żeby nie było)
  • środki finansowe - coś koło 185tys pln (średni zysk 4,5% rocznie)

co oznacza pasywów: 180tys pln, aktywów 355tys pln

Nie kradłem, nie oszukiwałem, nie mam smykałki do interesów, poza 12tys pln z książeczki mieszkaniowej rodziców - w żaden sposób nikt mi nie pomagał.

Dzień 23 stycznia 2013 ogłaszam moim prywatnym dniem wolności kredytowej!

Da się?

PS. jakieś sensowne pomysły na pomnażanie kapitału przez kolejne lata, żeby w okolicach 50 przejść na emeryturę?

piątek, 18 maja 2012

...pierdoły.

Przepraszam, ale inaczej tego nazwać nie mogę. Szlag mnie właśnie trafił, bo czytam newsa "Podpisano umowę na projekt wykonawczy Muzeum Katyńskiego w Warszawie" mając świeżo w pamięci Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku za 400mln gdzie pies z kulawą nogą nie zajrzy oraz wiedząc o problemach z utrzymaniem Muzeum Techniki.

Nosz kur...

Zamknijmy wszystkie "fajne" muzea i w ich miejsce otwórzmy:

  • muzeum Katynia
  • muzeum Smoleńska
  • muzeum Lecha Wałęsy
  • muzeum pamięci ofiar katastrofy... (tu wstawić dowolną polską katastrofę, proces powtarzać w celu stworzenia listy z minimum 100 pozycji)
  • muzeum Chrztu Polski
  • muzeum koronacji... (tu dowolny król, powtarzać)
  • muzeum X rozbioru Polski (gdzie X jest liczbą oznaczającą kolejny rozbiór)
  • muzeum pamięci ofiar potopu szwedzkiego
  • i tak dalej...

Każde z tych muzeów powinno być finansowane ze środków budżetu centralnego, wspieranych środkami samorządów oraz datkami.

W celu szerzenia ducha historii w narodzie wstęp powinien kosztować minimum 15pln od osoby, posłowie i senatorowie za darmo.

 

Ps. Wiem, że historia jest ważna, że ona stanowi o nas i naszym narodzie. Ale skończmy wreszcie z marnowaniem pieniędzy na rozpamiętywanie historii - jedno muzeum historii polski, z działami i basta. Resztę pieniędzy można na prawdę lepiej użyć!

sobota, 21 kwietnia 2012

Załamałem się... Zamówiłem sobie nowego iPada. Wifi, 3g, 64 giga i w ogóle ąę.

Nie lubię Apple. Na MacBooku mam zainstalowanego Windows. iPhone 4 mam tylko dlatego, że nigdy nie miałem takiego wcześniej i zachciało mi się sprawdzić, czym inni się tak podniecają.

I szczerze mówiąc o ile bez MacBooka i bez iPada jakoś do tej pory mi się żyło dobrze, tak bez iPhone życia sobie nie wyobrażam. Bez jailbreaka mam na nim około 100 aplikacji, w większości do zabawy obrazem i gierki zabijające czas. Przez rok mówiłem, że nie kupię nigdy żadnej aplikacji w AppStore...

A teraz wyszło coś, co nazywa się Figure i mimo, że jak na razie nie ma opcji zapisu, to mam zamiar złamać swoją zasadę "nigdy...". Od tego było już tylko krok do złamania zasady "po co mi ipad...".

I tak, tak to się właśnie kręci: kupujesz iPhone i potem kolejne produkty jakimś dziwnym trafem pojawiają się w Twoim domu. Jeden po drugim, rok po roku.

Można nienawidzić Apple za jego politykę i ceny. Można. Ale dwóch rzeczy nie da się im odmówić: zaje...ego marketingu i wygody użytkowania rodzinki iPhone + iPad.

PS. mojego Sony Xperia Arc S też lubię. Ale na serio iPhone bije go na głowę wszystkim, poza flash i wielkością ekranu... A do robienia zdjęć mam lustrzankę, więc ilość pikseli mi nie robi.

niedziela, 29 stycznia 2012

Pytanie: czy warto jechać?

Odpowiedź: nie warto.

Uzasadnienie: do Dubaju zawsze warto jechać, pooglądać, popodniecać się Burj Khalifa, ale ceny ogólnie rzecz biorąc są wyższe, niż w Polsce; no może poza jedzeniem w niektórych miejscach.

Szukałem sobie wodoodpornego aparatu fotograficznego, bo nie chciałem z kobylastym Canonem iść do Aquaventure - parku wodnego przy hotelu Atlantis. Interesowały mnie dwa modele: Fujifilm XP30 oraz Olympus TG-310 - odpowiednio 899 i 799 AED. Google mówi, że to prawie 800 i prawie 700 pln, gdzie ceny w Polsce wynoszą od 460 do góra 600 pln. I tak z całą elektroniką, ubraniami i całą masą rzeczy, która nie jest mi do szczęścia potrzebna. Zara, h&m, marki znane i mniej znane - nawet ceny "SALE 50%" były wyższe, niż w Polsce...

Za to wstęp do Dubai Museum jest tani: 3 AED (warto); przeprawa łodzią przez Dubai Creek - 1 AED (krótko, ale warto), Dubai Fountain (zwana też tańczącą lub śpiewającą fontanną) - za darmo (warto). Reszta atrakcji - wedle uznania i zasobności portfela, na przykład:

Burj Khalifa - 400 AED / 100 AED (bilety online, +5AED)

Aquaventure - 200 AED

niedziela, 09 października 2011

Dzień wyborów nadszedł. W celu postawienia krzyżyka w odpowiedniej kratce musiałem wcześniej zarejestrować się w spisie wyborców, jako że za granicą przebywam.

Dnia 9 października 2011 roku metrem (z przesiadką) udałem się do lokalu wyborczego. Takiej frekwencji jeszcze nie widziałem głosujując w Polsce... Normalnie jakby się cała polonia zjechała w jedno miejsce... Przynajmniej o wybranej przeze mnie godzinie, bo może wcześniej i później już tak polsko nie było.

Dostałem dwie karty do głosowania w okręgu warszawskim. Oczywiście krzyżyki poszły przy nazwiskach kandydatów z listy PO, znaczy Tusk do sejmu i ktośtam do senatu. W warszafce i tak przejdą, szkoda, że nie mogłem głosować na listę w swoim miejsu zamieszkania w Polsce.

Tak swoją drogą, to mnie onet rozbawił - taką ramkę mają na forum:

    Uwaga! Onet przypomina:

"W okresie ciszy wyborczej tj. w okresie 24 godzin poprzedzających dzień wyborów i aż do chwili zakończenia głosowania zabronione jest prowadzenie agitacji wyborczej. Publikacja na forum jakichkolwiek treści mających charakter agitacji wyborczej może zostać uznana za naruszenie przepisów ustawy Kodeks Wyborczy oraz stanowi czyn zagrożony karą grzywny"

(Art.107 ustawy Kodeks Wyborczy z dnia 5 stycznia 2011 roku, DZ.U. 2011 Nr 21 poz. 112 z późn. zm.)

 No to szybko zerkamy w "cytowaną" przez nich ustawę:

Art. 105.
§ 1. Agitacją wyborczą jest publiczne nakłanianie lub zachęcanie, do głosowania w określony sposób

Art. 107.
§ 1. W dniu głosowania oraz na 24 godziny przed tym dniem prowadzenie agitacji wyborczej, w tym zwoływanie zgromadzeń, organizowanie pochodów i manifestacji, wygłaszanie przemówień oraz rozpowszechnianie materiałów wyborczych jest zabronione.

Art. 115.
§ 1. Na 24 godziny przed dniem głosowania aż do zakończenia głosowania zabrania się podawania do publicznej wiadomości wyników przedwyborczych badań (sondaży) opinii publicznej dotyczących przewidywanych zachowań wyborczych i wyników wyborów oraz wyników sondaży wyborczych przeprowadzanych w dniu głosowania.
§ 2. Przepis § 1 stosuje się na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

No i się zrobiło wesoło, bo takiego cytatu nigdzie nie ma :D Chłopcy/dziewczynki z onetu są jak zwykle nadgorliwi/-e. Ciekawe jest, że nie ma żadnej kary w ustawie wspomnianej; jeszcze ciekawsze jest, czy ta ustawa jest zgodną z Konstytucją:

"Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji."

a przecież żadna ustawa nie może być niezgodna z konstutycją lub jej nadrzędna. Pomijam oczywiście przypadki, gdy konstytucja wyraźnie mówi "stosuje się przepisy ustawy" czy podobnie - tu jednak nie ma nic takiego miejsca.

Hehe - a gdyby ktoś chciał mnie moderować, to zwracam uwagę na art. 107 i art. 115 p.2 i przypominam, że:

a) nie podałem wyników sondażu itp.,
b) ale mógłbym gdybym chciał, bo nie jestem na terytorium RP - jestem w Internecie. I za granicą przy okazji;
c) oraz nie agituję, tylko korzystam z przysługującego mi konstytucyjnie prawa podzielenia się informacją, że głosowałem na PO.

Peeee Ooooo - na nich głosowałem (i uciekłem z kraju; nie - technicznie rzecz biorąc uciekłem wcześniej...)

środa, 05 października 2011

Przyszła pora się do lekarza wybrać. Można iść ot tak i zapłacić, ale przecież jak się ma umowę o pracę i odprowadza składki, to jest taniej. Ale bez numeru ubezpieczenia społecznego (minimum) i Carte Vitale (przydatna) raczej zrobić to ciężko.

Trochę szperania po sieci, rozmowy ze znajomymi i wniosek jeden: będę czekać rok (internet) i jeszcze się nie doczekam (koleżanka z pracy, hiszpanka). Trochę nie bardzo mi to odpowiada, ale cóż...

Idę do miejsca zwanego CPAM. Każda dzielnica w Paryżu ma swoje. Odczekuję swoje w kolejce, łamanym francuskim mówię pani, że chcę numero securite siciale i carte vitale. Jeszcze nie wiem, że przede mną drugie czekanie w kolejce.

Po jakichś dwóch godzinach czekania miły pan drukuje mi formularz do wypełnienia (przy okazji - można go sobie pobrać przez internet), oraz daje listę wymaganych dokumentów:

  • kopia dokumentu tożsamości
  • potwierdzenie adresu zamieszkania
  • pierwszy odcinek wypłaty (kopia)
  • ostatni odcinek wypłaty (kopia)
  • RIB (nr rachunku bankowego)
  • odpis aktu urodzenia w języku francuskim (kopia)
  • wypełniony formularz

(zastrzegam sobie prawo do błędów; najlepiej samemu się dowiedzieć, co trzeba przynieść; to tyko lista poglądowa - zaraz wyjaśnie dlaczego). Pan angielskiego nie zna, ja francuskiego... Jest wesoło :)

Kompletuję dokumenty, do szczęścia brakuje mi tylko odpisu aktu urodzenia - "en francais". W wydziale konsularnym ambasady polskiej w Paryżu dowiaduję się, że przyjemność wydobycia aktu to ileśtam euro (30? nie pamiętam), a czas oczekiwania to ileśtam tygodni (4? też nie pamiętam). Od znajomych się dowiaduję, że lepiej mieć taki z ambasady niż tłumaczenie przysięgłe, bo czasem franzuzi nie uznają... Hmmm... Szybki kontakt z oddziałami interwencyjnymi w Polsce i czekam tydzień na polski akt z tłumaczeniem przysięgłym. Koszt całości jakieś 15 euro..

Uzbrojony w papiery idę znów do CPAM (jakoś wolę osobisty kontakt z urzędami). Znów dwie kolejki, oddaję papiery. Pani nr 2 zadowolona że wszystko mam i szczebioce po swojemu. Za trzy tygodnie, oj nie - za cztery tygodnie bo wakacje są powinienem dostać tymczasowy numer ubezpieczenia. Potem informację, co jeszcze muszę zrobić, żeby dostać Carte Vitale. Hmmmm... Rok...?

Po wyjściu odkrywam, że chyba nie podpisałem formularza... Nawet na pewno... Widzę kolejkę i nie wracam, bo nie mam czasu...

Po 3 tygodniach oczywiście listu nie ma. Po 4 też nie. Idę do nich znowu, w pierwszej kolejce mówię, z czym przychodzę. Pani stwierdza, że mi numer tymczasowy już nadano (to czemu nie wysłano?! Z drugiej strony się nie czepiam, bo nie podpisałem...) i że teraz w ciągu trzech tygodni dostanę list, co dalej. Na pocieszenie drukuje mi numer i mówi, że już z nim mogę do lekarza chodzić i dostawać zwrot kosztów. Nie jest źle.

Jakiś czas później przychodzi list z formularzem, na który mam nakleić zdjęcie i odesłać na swój koszt albo wrzucić do skrzynki w CPAM. Odsyłam pocztą. Znów trochę czekania i przychodzi śliczny zielony plastik z czipem i zdjęciem nadrukowanym. Tak, w dwa miesiące od rozpoczęcia procedury dostaję moją Carte Vitale. Nawet francuscy współpracownicy są w szoku :)

Do następnego, francuska biurokracjo!

niedziela, 11 września 2011

Jakoś mnie wirtualne roz(g)rywki zbyt często nie pociągały - w chwilach wolnych co najwyżej w Uncharted 2 lub Test Drive Unlimited online pogrywałem (ach, gdzież te czasy). Jakieś WoMM, GOFy, SLe i inne BFy nie pociągały, albo pociągały ale zawsze jakieś ale było.

Aż tu nagle, całkiem niedawno, wpadają do mnie znajome i mówią tak od progu: "Pomóż nam, pomóż nam". Znowu komputer im padł czy co, myślę sobie, a one rozsiadając się na kanapie "Pomóż nam rozkręcić biznes w eSeL".

Zbaraniałem. ESeL? Aaa... Second Life... Ale ja się na tym nie znam, odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Były przygotowane na taką odpowiedź "Ale my się znamy, a ty masz nam pomóc". No cóż, lubię je i ciekaw byłem, cóź one takiego chcą robić i jak można zarabiać pieniądze w SL.

"Sklep z ciuchami otwieramy!" wypaliła jedna. No ale do czego ja wam jestem potrzebny? "Pomożesz nam ze stroną internetową, doradzisz z marketingiem. I takie tam". Ale ja stronek nie robię! "Ale się znasz i nam pomożesz". Kobieca logika.

avalefashion.tk - strona sklepu

W sumie mnie to wciągnęło - ile chcecie wydać? "Wyyyydaaaać...? To się nie da za darmo?" No da się, bo ja wam za free pomogę, ale domena, serwer... "Na pewno coś poradzisz".

No i zacząłem się zastanawiać, jak "za darmo" pomóc dziewczynom. Hostingów darmowych w sieci jest sporo, więc tu problemu nie było. Gorzej z domeną (nie aliasem), ale i tu się coś znalazło. Co do publikacji treści - z pomocą przyszedł niezawodny Wordpress (Joomla też fajna, ale WP trochę lepiej znam). Zrobiłem, nauczyłem obsługiwać no i teraz czekam na efekty. Zaznaczyłem, że pozycjonowaniem i SEO się nie zajmuję, bo nie mam czasu ani ochoty.

Pierwszy efekt - w postaci gotowej strony internetowej - już jest: AVALE Fashion. Co dalej, zobaczymy. Trzymam kciuki, Laski :D

piątek, 01 lipca 2011

-Oho, benzyna nam się kończy - stwierdza Sami zerkając na tablicę. Zajeżdżamy na najbliższą stację, Sami wysiada i rzuca do (a jakże by inaczej) filipińczyka z obługi:

- Za dziesięć riyali nalej.

Mój mózg dokonuje szybkiego przeliczenia: niecałe dwa euro, około 7 pln - zapominając, że jesteśmy w Arabii Saudyjskiej, a nie w Europie. "Co on za to zatankuje...". Już po chwili szczęka opada w dół: na liczniku równo 10 SR i... 17 litrów!

Sami wraca do auta.

- 17 litrów?! - pytam ostro zdziwiony.

On chyba źle pojmuje moje zdziwione pytanie, bo odpowiada:

- Tak, wiem, mogło być 20. Ale wziąłem tą droższą benzynę - ponoć lepsza.

Nie mam więcej pytań.

niedziela, 19 czerwca 2011

Wyobraź sobie miasto wyrwane pustyni wprost z gorącej paszczy. Wyobraź sobie miasto, gdzie wszystko jest i musi być "większe", "lepsze", "ładniejsze". Wyobraź sobie miasto w 90% bezpieczne (zawsze są jakieś odrzutki). Wyobraź sobie miasto, w którym stanięcie pod tablicą informacyjną z planem metra kończy się podejściem do ciebie kilku osób grzecznie pytających po angielsku: czy potrzebujesz jakiejś pomocy?

Właściwie - nie, nie wyobrażaj sobie takiego miejsca. Ono istnieje i nazywa się Dubaj.

Pierwszego dnia rano jestem na lotnisku. Lotnisko jak lotnisko (duże), kolejka megapowolna do kontroli paszportowo-wizowej. Wyjście z budynku lotniska kończy się momentalnym zmoknięciem całego ciała, każdego jednego zakamarka - temperatura 40 stopni plus wysoka wilgotność powietrza robią swoje. Ale to w końcu Dubaj.

Taksówki oczywiście nie biorę - w końcu to bezpieczne miasto ponoć. Po większych lub mniejszych przygodach dociaeram do hotelu, a potem już całe miasto bez bagażu na głowie stoi przede mną otworem.

Na pewno wyglądam jak debil będąc jedynym białym i jedynym człowiekiem na ulicy w 40 stopniowym upale... Pustynia wdziera się do mojego umysłu, miasto wdziera się do mojego umysłu. Niektórzy mówią, że Dubaj przytłacza ich sztucznością, cóż - szanujemy ich. Dubaj bowiem jedyne czym przytłacza, to swą niesamowitością na każdym kroku.

Nie mam zamiaru siedzieć w hotelowym pokoju dłużej, więc na pożegnanie zdjęcie i uciekam w upał. Kocham Paryż, ale zakochałem się w jeden dzień w Dubaju. Ponoć mężczyzna powinien mieć i żonę i kochankę, w pełni się z tym zgadzam. Żona myśli, że jestem u kochanki; kochanka - że u żony, a ja szybciutko tup tup do Dubaju...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Tagi

Zero użytkowników obserwuje mnie na blip.pl!
Dołącz do nich!